Zakopane
Razem z grupką naszych znajomych udaliśmy się pewnego roku na majówkę do Zakopanego. Mieliśmy dużo czasu, bo wolnych wypadło aż 5 dni. Już kilka dni wcześniej zarezerwowaliśmy noclegi w jednym pensjonacie. Był położony na uboczu, ale na Krupówki mogliśmy stamtąd dojść w 10 minut, zatem lokalizacja była idealna. Mieliśmy taki plan – przez trzy dni chodzimy po górach i zwiedzamy, a przez resztę czasu będziemy zwiedzać restauracje i bary w całym mieście. Wynajęliśmy więc prywatnego przewodnika, ponieważ żadne z nas nie znało się na przemierzaniu górskich tras, a w końcu tyle słyszy się o nieprzewidzianych wypadkach w Tatrach.
Skorzystaliśmy z podpowiedzi pana Janka – naszego przewodnika, aby pierwszego dnia udać się nad Morskie Oko. Pogoda na szczęście nam dopisała, cały czas świeciło słońce, które jednak nie grzało na tyle mocno, byśmy nadmiernie się męczyli.
Pan Janek opowiadał nam przeróżne historie z Tatr i samego Zakopanego. Dojście tam zabrało nam kilka godzin niespiesznym spacerem. Zdążyliśmy po drodze zachłysnąć się malowniczym widokami, odsłoniętymi w pełnej krasie dzięki pięknej pogodzie. Nasz przewodnik zaproponował nam byśmy odwiedzili także Kraków. Choć każde z nas było tam już wiele razy, pan Janek pokazał nam miejsca, których nie ma w typowych trasach wycieczek, a są niemniej ciekawe. Trzeciego dnia zafundowaliśmy sobie spływ przełomem Dunajca.
Trudno jest takie przeżycia opisać w kilku zdaniach, trzeba po prostu samemu to zrobić. Kiedy już nacieszyliśmy nasze oczy widokami z Tatr i z Krakowa, zaczęliśmy na spokojnie chodzić po samym Zakopanem. Następne dni zleciały nam na leniwym popijaniu gorącej czekolady w cukierniach.
